Ks. Bogdan Molenda, SChr
Pani Barbara Stefania Karpińska, jest codziennie na Mszy św. w polskim kościele w Los Angeles. Wszyscy ją tutaj znają, jako kobietę pilota. Część historii naszego narodu, zapisana jest również w życiorysie Pani Barbary. Słuchając jej wspomnień pomyślałem, że warto, by podzieliła się nimi z czytelnikami „Przewodnika Katolickiego”. Chętnie zgodziła się na tę rozmowę. Oto zapis naszego spotkania.
- Jak zaczęła się Pani przygoda z lotnictwem?
- Chodziłam do gimnazjum im. Wandy Posselt Szachtmajerowej w Warszawie. Z budynku gimnazjum doskonale było widać lotnisko, co mnie zawsze bardzo kusiło. Dom moich rodziców był też bardzo blisko lotniska, chodziliśmy tam na spacer. Kiedy zdałam maturę, to z koleżanką, w tajemnicy przed rodzicami poleciałyśmy samolotem komunikacyjnym dookoła Warszawy. Dzień był bardzo szary i byłam rozczarowana samym lotem, ale nie zrezygnowałam. Wkrótce należałam już do grupy młodzieży przy Aeroklubie Warszawskim. Dopiero wtedy, gdy poleciałam z licencjonowanym pilotem, wrażenie było fantastyczne. Samolot był otwarty, nieźle dmuchało, trzeba było mieć kominiarkę i okulary. Dłuższy czas latałam jako pasażer, a w 1935 roku zaczęłam latać na szybowcach, uzyskując kat. C pilota szybowcowego.
- Podobno latała Pani również na balonach?
- Tak, 17 maja 1936 r. Wzięłam udział w charakterze nawigatora inż. Franciszka Janika w Krajowych Zawodach Balonowych o puchar im. płk. Wańkowicza w Toruniu, 26 czerwca tegoż roku ukończyłam cywilną szkołę pilotażu przy Aeroklubie Warszawskim, a 14 sierpnia uzyskałam jako pierwsza kobieta w Polsce licencję pilota balonów wolnych. 30 sierpnia startem solo na małym balonie „Gopło” zasygnalizowałam otwarcie Międzynarodowych Zawodów Balonowych o puchar Gordon-Benetta w Warszawie.
- Czy to wszystkie lotnicze pasje?
- Muszę dodać, że 21 listopada 1936 r. ukończyłam kurs dla instruktorów sportu spadochronowego LOPP w Jabłonnie - Legionowo i tamże wykonałam pierwszy skok ze spadochronem. Wkrótce potem wzięłam udział w skokach grupowych na Okęciu w Warszawie i we Lwowie.
- A co było później?
- Były różne zawody. W 1937 r. brałam udział jako pilot w zawodach lotniczych o puchar pisma „Skrzydlata Polska” i wykonałam lot na balonie „Syrena”, pokonując 280 km w 8 godzin z lądowaniem w górach pod Nowym Sączem. Był to pierwszy lot Sekcji Balonowej Aeroklubu Warszawskiego w górach. Brałam też udział w zawodach balonowych z okazji Wystawy Lotniczej we Lwowie 16 czerwca 1938 r. Kilka dni później uczestniczyłam w Zlocie wszystkich Aeroklubów do Torunia. Przybyło tam wielu generałów, włącznie z marszałkiem Rydzem - Śmigłym. Miałam zaszczyt komentować im figury akrobatyczne podczas pokazu. Następnie wzięłam udział w VIII Krajowych Zawodach Lotniczych jako nawigator pilota Andrzeja Anczutina w sierpniu 1938 r. Rok 1939 przyniósł kolejne zawody balonowe w Mościcach, w których wzięłam udział, jako pilot 6 czerwca ukończyłam też kurs akrobacji w Aeroklubie Warszawskim na samolotach RWD-17 i RWD- 10, uprzednio latając na RWD-8, RWD-5 i RWD-13. 16 lipca wzięłam udział w Zlocie do Morza - lotnisko Rumia Zagorze, z okazji 10-lecia Aeroklubu Gdańskiego. Brałam tez udział w pokazie akrobacji na RWD-10 w grupie juniorów. Tuż przed wybuchem wojny skończyłam kurs lotów szybowcowych holowanych za samolotem, oraz kurs lotów na motoszybowcu BAK. Latałam na szybowcach: „Wrona”, „CWJ”, ,,Czajka”, „Salamandra” i ,,Komar”.
- A co na to Pani rodzice. Przecież zaczynała Pani loty, jako bardzo młoda osoba?
- Ojciec w niczym nie przeszkadzał, mama bardzo się bała. Ale rodzice nie przeszkadzali, chociaż uważali, że to zajęcie nie dla kobiety.
- W jakim momencie życia zastała Panią wojna?
-W 1939 r. byłam na trzecim roku studiów na Wydziale mechaniki Politechniki Warszawskiej.
-Skąd ten techniczny kierunek?
- Myślałam, że może będę kiedyś konstruktorem samolotów.
- Ale wybuch wojny, to przecież nie koniec przygody z lataniem?
- To kolejny etap lotniczych przeżyć. Jako pilot brałam udział w kampanii wrześniowej latając w składzie eskadry sztabowej jako pilot łącznikowy i ewakuujący samoloty. 18 września przekroczyłam granicę polsko- rumuńska, lądując na RWD-13 w Czerniowcach. W Rumunii pełniłam rolę kurierki pomiędzy obozami internowanych lotników a Placówką Lotniczą przy Ambasadzie RP w Bukareszcie. Na Boże Narodzenie tegoż roku przybyłam pociągiem do Paryża. Pracowałam w Dowództwie Polskich Sił Powietrznych w dziale administracji. Rozkazem Naczelnego Wodza gen. Władysława Sikorskiego wraz z trzema innymi pilotkami. zostałam zamianowana podporucznikiem czasu wojny. Po upadku Francji, na pokładzie Batorego" przybyłam do Anglii w dniu 24 czerwca 1940 r. Od listopada pracowałam w Inspektoracie Polskich Sił Powietrznych w Londynie. Ponieważ w Wielkiej Brytanii ani w brytyjskim ani w polskim lotnictwie kobiety nie mogły latać, pełniąc jedynie różne naziemne czynności, zresztą bardzo potrzebne. na własną prośby wzięłam bezpłatny urlop z polskiego lotnictwa, by wstąpić do paramilitarnej organizacji Air Transport Auxiliary. Zadaniem tej organizacji było transportowanie samolotów z lotnisk fabrycznych lub innych, do szkół lotniczych, treningowych i walczących dywizjonów. Nastąpiło to 1 stycznia 1941 r. Na początku przydzielono mnie do bazy zwanej Ferrypool w Hatfield pod Londynem. Następnego dnia przybyła również druga Polka - Anna Leska-Daab, i wkrótce do ATA wstąpiła Jadwiga Piłsudska-Jaraczewska. W czasie od 1 stycznia do kwietnia 1945 włącznie, latałam na samolotach szkolnych, treningowych jedno i dwusilnikowych. na samolotach jednosilnikowych myśliwskich (Hurricane, Spitfire, Mustang, i innych). dwusilnikowych bombowych (Hudson, Wellington, i innych). Ukończyłam swą pracę w ATA w stopniu pierwszego oficera. W 1944 r. rozkazem Naczelnego Wodza wszystkie trzy pilotki otrzymałyśmy prawo noszenia na mundurze odznaki pilota wojskowego. W sumie latałam na 44 różnych typach samolotów. Na swym koncie zapisałam 1090 godzin i 8 minut lotów.
W październiku 1945 r. powróciłam do polskiego lotnictwa i podjęłam pracę w dziale demobilizacyjnym.
- Czy z czasów wojny zapamiętała Pani jakiś szczególny lot?
-Tak, to był lot na początku wojny, z Warszawy do Dęblina. Wiozłam rozkaz, by dostarczono benzynę z Ireny pod Dęblinem, do brygady pościgowej pod Warszawą. Była to niedziela. Kiedy znalazłam się nad dęblińskim lotniskiem, okazało się, że jest ono zniszczone przez bombardowanie. Widziałam dymiące kikuty poszarpanych i jeszcze płonących hangarów, oraz innych zabudowań. Wykonując okrążenia nad lotniskiem, które dobrze znałam, szukałam możliwego do wylądowania miejsca. Znalazłam skrawek niezniszczonego pasa obok hangaru. Zeszłam ślizgiem i zatrzymałam się w ostatniej chwili przed ogromnym lejem po wybuchu bomby Zostawiwszy samolot RWD-8 na małych obrotach, wyszłam z niego. Wokół nie było żywej duszy. W pewnym momencie z pobliskiego schronu wyszedł major Tarnowski. Ma Pani szczęście" – powiedział, dopiero co odleciało stąd duże zgrupowanie niemieckich samolotów, które dzisiaj bombardowały lotnisko już po raz trzeci". Oczywiście wszystko było zniszczone, również zapasy benzyny w pobliskiej Irenie. Dęblin już nie funkcjonował. Odpisał na rozkazie jak wygląda sytuacja. Następnie major i dwóch podchorążych pomogli mi przekołować samolot i z krótkiego odcinka udało się wystartować do Warszawy. Tego zadania nigdy nie zapomnę.
- A co było po wojnie?
-6 czerwca 1946 r. Wyszłam za mąż za gen. Pilota Stanisława Karpińskiego i mundur zamieniłam na cywilne ubranie. W 1958 r. Wyemigrowałam wraz z mężem do Stanów Zjednoczonych i osiedliłam się w Los Angeles. Przygoda z lataniem skończyła się bezpowrotnie.
- A kiedy ostatni raz siedziała Pani za sterem samolotu?
- W 1992 roku, kiedy leciałam do Polski samolotem PLL Lot, piloci dowiedzieli się, że na pokładzie, jest kobieta pilot i zaprosili mnie do swej kabiny. Raz w nocy nad Oceanem dali mi prowadzić ten samolot. Drugi raz przed zejściem do lądowania na wysokości Gdańska, towarzyszyłam aż do Warszawy w lądowaniu samolotu. Byłam bardzo wzruszona.
- Gdyby Pani raz jeszcze mogła wrócić do lat gimnazjalnych, czy wybrałaby Pani tę samą drogę?
- Myślę, że tak. Może tylko zamiast mechaniki, wybrałabym inny fakultet. Ale z samolotów nie zrezygnowałabym nigdy.
- Dziękuję za rozmowę.
